art tescoKiedy dowiadujemy się że zostaniemy rodzicami – całe nasze życie staje do góry nogami. Podporządkowujemy wszystko temu by nasza pociecha urodziła się ZDROWA!!!...

Sama piramida-nowa

...Przez lodówkę przechodzi tajfun i zamienia wszystko co niezdrowe w ferię barw warzyw i owoców, nabiału bez chemicznych dodatków, chudego mięsa by nie przybrać za bardzo na wadze, bo teraz modnie jest po porodzie wyglądać tak samo lub jeszcze lepiej niż przed ciążą.

Czytamy tony opracowań i forów jak to się przygotować i traktować swoje ciało do przyjścia na świat naszego potomka. Ta rewolucja dotyczy nie tylko całego domu ale często całej rodziny nawet przyszłych dziadków, którzy w tej sytuacji są w stanie nagiąć swoje wieloletnie zasady żywieniowe by sprostać oczekiwaniom przyszłej mamy.
Rewolucja trwa również w momencie pojawienia się tegoż potomka na świecie. Zasad co się powinno, a czego nie w trakcie karmienia, kiedy i co wprowadzać do diety dziecka, czym dopajać i czy w ogóle dopajać…… jest milion do spełnienia.

Takie szaleństwo trwa w większości wypadków do końca pierwszego roku życia naszej pociechy, kiedy to nasz maluch zaczyna jeść więcej naszego dorosłego jedzenia. Jak to się dzieje? Roczne dziecko jest już bardzo samodzielne, siedzi, wymachuje dzielnie swoją pierwszą łyżeczką i obserwuje co rodzice mają na talerzach. Chce próbować i próbuje naszych specjałów i coraz rzadziej smakuje mu jego przecierana zupka bez dodatku soli. A my już gdzieś po drodze zgubiliśmy chęci i siły do kontynuacji zmian na stałe. Ciąża to zryw ku lepszemu, zdrowszemu życiu, ale często zbyt rygorystyczny kończy się tak samo gwałtownie jak się zaczął.

Jak pogodzić potrzeby dziecka i nasze nie zawsze zdrowe zachcianki kulinarne?

Nie łudźmy się, że ktoś za nas odwali cała ciężką robotę wojowania z 2-3 latkiem, który jadł brokułki w postaci papki, a teraz nie tknie normalnego warzywa w kawałku bo wygląda inaczej. Dodatkowo u mamy na talerzu jest coś zupełnie innego – czytaj fajniejszego.

Zasada nr 1 – najważniejsza : Dziecko uczy się przez obserwację i próbowanie.

Czyli do momentu pójścia do przedszkola to my mamy 100 % uwagi naszego dziecka i to my dajemy przykład. To my podtykamy różne smaczne kąski i rozbudzamy apetyt naszego malucha na smakowanie świata. Wniosek: nie wolno nam zgubić lepszych zasad żywieniowych wypracowanych prze 9 miesięcy ciąży i pierwszy wspólny rok. Co potem? Unikajmy najczęstszych jedzeniowych wpadek rodzicielskich wynikających najczęściej z braku czasu i zmęczenia, a czasem, trzeba to przyznać, z bezmyślności.

Monotonia.
Z każdym dniem poznajemy nasze dziecko coraz lepiej i wiemy co mu bardzo smakuje a co mniej, lub czego nie lubi. Chcemy ułatwić sobie życie i skrócić czas poświęcony na posiłki więc zaczynamy ograniczać się do kilku ulubionych potraw. Ulubionych ale niestety nie przez nas. I tak zaczynają się rządy małego terrorysty, który gdy tylko zachce się nam zmiany, pluje jedzeniem, rozrzuca na około, krzyczy ….. lista zachowań może być bardzo bogata;-)))) Dla świętego spokoju proponujemy inne danie lub u starszych dzieci, ustępujemy i po raz kolejny na stół wjeżdżają tosty lub ukochane parówki.

Dojadanie – czyli resztki z pańskiego stołu. Drogie mamy i tatusiowie never ever nie wolno dać zrobić z siebie śmietnika. Wiem - ostre słowa ale takie lepiej zapadają w pamięć. Nie dojadamy po naszym dziecku 2-3 łyżek zupy, pół kukurydzianego chrupka, kawałeczek jabłka itp. itd. Kiedy dojadanie ma miejsce? Wtedy, kiedy nasz mały książę lub mała księżniczka postawieni są na piedestale i dostają wszystko jako pierwsi. Więc atawistycznie sami ustawiamy ich jako najważniejsze osoby w stadzie;-) Zaczynają nami rządzić na swój często bardzo skuteczny sposób.

Wiele razy słyszałam od moich klientek taki scenariusz: wracam po pracy do domu zmęczona i … zamiast się odświeżyć i zjeść posiłek (który dzieci już zjadły wcześniej), a dopiero potem zająć się malowaniem, czytaniem i ogólnie byciem z dziećmi to z miejsca i od progu wpadam w wir dziecięcych zajęć – z wyrzutami sumienia bo przecież tak mało czasu spędzamy razem.
Latorośl pada na twarz około 21-22 jak dobrze pójdzie i dopiero wtedy mamy umowny czas dla siebie (posprzątać klocki, ubranka, nastawić pranie ….każda z nas ma jakieś hobby;). Jesteśmy jednak wówczas już tak zmęczeni i głodni, że jemy co popadnie albo co zostało i tracimy przytomność – bo o miłym zasypianiu nie ma mowy. I następuje kolejny szalony dzień, a my jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. I znowu dziecko jest najważniejsza, a my na szarym końcu.

Odwróćcie to błędne koło – nawet za cenę kilku scen i histerycznego płaczu. Wypoczęty (to chyba za duże słowo)- zrelaksowany, najedzony rodzić może dłużej dawać z siebie wszystko co najlepsze. Nasze dzieci uczą się, że nasze potrzeby też są ważne, a przy stole w kuchni można wysłuchać co się u nich działo przez cały tydzień. Zaplanujmy co będziemy robić dziś wieczorem. Jeśli mamy jeszcze malucha, który nie mówi – postawmy sobie koło siebie fotelik w którym jada, dajmy do zabawy jakieś kuchenne kolorowe foremki itp. lub może butelkę z mlekiem. I nie dajmy się zdetronizować;-)

Amputowana samodzielność. Boże jak my lubimy by nasze dzieci były czyste i ładnie ubrane, ale w przyrodzie to rzadkie zjawisko. Staramy się jednak dążyć do ideału.

Mamy na to kilka metod.

1) Karmimy naszego malucha bardzo długo sami, buzia ma być czyściutka, ubranko też i cała przestrzeń na około, co przy samodzielnym jedzeniu kończy się katastrofą i kolejną godziną sprzątania, przebierania, prania ręcznego lub namaczania bo plamy po marchewce potem nie chcą zejść.
Takie karmienie i namawianie do zjedzenia ostatniej łyżeczki często kończy się rozpychaniem żołądka i przekarmianiem dziecka. Dziadkowie są w tym mistrzami, szczególnie jak wnuczek wykazuje apetyt. Pamiętajcie, że rozmiar pustego żołądka waszego dziecka to jego zaciśnięta piąstka, a miejsce na obiadek to około 3-4 takich piąstek – dlatego słoiczkowe posiłki dla dzieci mają ściśle określone objętości.

2) Papkowate jedzenie lepiej trafia do żołądka i tam zostaje. Niestety drodzy rodzice Pani Bozia dała nam wszystkim zestaw ząbków nie tylko do pięknego uśmiechania, ale przede wszystkim do prawidłowego rozdrabniania pokarmów. Dlatego mają różny kształt bo pełnią różne funkcje. Dziecko musi się nauczyć gryźć – zacznijcie od najprostszych rozwiązań: kawałek chlebka bez masła – żeby nie usmarowało wszystkiego bo sami się zniechęcicie do kolejnych prób.

Kiedy? Od 8 miesiąca życia dziecko powinno zacząć ten samodzielny trening jedzenia rączkami. 1,5 roczne dziecko powinno nabierać jedzenie łyżeczką i trafiać do buzi oczywiście może jeszcze robić to trochę niezręcznie brudząc się bo do precyzji jeszcze trochę brakuje. Dla swojego świętego spokoju kupcie śliniaczek typu „master of disaster” – nasz miał taki napis na przodzie (czyt. Mistrz Katastrofy). Był to taki plastikowy fartuszek z długimi rękawkami zakładany od przodu zapinany na rzepek na pleckach sięgający do kolan więc zasłania również nóżki jak dziecko siedzi.

Można by pisać o tych problemach bardzo długo i każdy rodzic mógłby do tego dorzucić swoje bolączki i doświadczenia. To co opisane powyżej to dopiero czubek góry lodowej problemów kulinarnej edukacji versus zachcianek naszych dzieci. Niestety jeśli odpuścimy sobie ten pierwszy etap jako niegroźny w skutkach licząc, że nasze dziecko z czegoś wyrośnie albo nauczy się w przedszkolu (czytaj Panie będą musiały go nauczyć, a nie my) to bardzo się mylimy.
Razem z naszym dzieckiem rośnie jego umiejętność egzekwowania tego na czym mu zależy nie tylko w kwestii jedzenia niestety. Umie też dużo lepiej wyprowadzać nas z równowagi i bardzo dobrze wie co nas irytuje i powoduje, że ustępujemy. Jednym słowem jest bardziej efektywne w swych działaniach.

Jeśli macie baaaardzo trudny egzemplarz w wieku przedszkolno –szkolnym, albo po czasie zorientowaliście się w błędach które popełniliście, a których konsekwencje są teraz nieprzyjemne warto podjąć próbę naprawienia tej sytuacji jak najszybciej. Skorzystajcie ze specjalistycznej pomocy – nikt z nas nie otrzymuje przy porodzie wielkiej księgi – INSTRUKCJA OBSŁUGI NP. KAZIA i sami musimy się na własnych błędach uczyć swojego dziecka, ważne byśmy nie upierali, się że wszystko wiemy najlepiej i jesteśmy nieomylni i byśmy umieli poprosić o pomoc.

Alicja Kalińska

Odkryj SetPoint

setpoint panele

zap2
newsletterbok1

 Zapisz się na newsletter SetPoint Twój Dietetyk!